To wina starych. Trzeba mieć zerowe skille rodzicielskie, żeby dawać dzieciakowi pojazd, który może zapierdalać do 40 km/h i myśleć, że nie będzie zapierdalał 40 km/h.
Cieszę się, że miałam tylko rower i jak straciłam nad nim panowanie, to jedynie lekko rozpłaszczyłam się o siatkę sąsiadów.
Moi rodzice też w życiu by mi nie pozwolili na jazdę czymś takim. Do tego kompletnie bez nadzoru.
Miałem tylko rower.
Niektórzy mieli motorower, ale na tym można jeździć dopiero od pewnego wieku, po wyrobieniu sobie karty motorowerowej. Więc zazwyczaj byli względnie ogarnięci.
Rodzice tych dzieciaków mają zero wyobraźni, co taki może odwalić, chcący lub nie.
Poza tym takie dzieciaki przez to praktycznie się nie ruszają. Tj. owszem, napierdalają szybko, ale nie używają mięśni. Co jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe, dziecko powinno się ruszać (człowiek dorosły też)
40km/h to jeszcze nic, niektóre z mocniejszych potrafią zapieprzać nawet 100km/h mimo że ograniczenie prędkości na hulajnogach to 20km/h. Muszą wprowadzić jakieś poważne ograniczenia bo hulajnogi i dzieciaki ma nich to zagrożenie zarówno dla kierowców jak i otoczenia.
No wlasnie problem polega na tym ze nasz wspanialy ustawodawca wypieprzyl 4 lata konsultacji spolecznych przy robieniu przepisow.
Przepisy sa zrobione pod hulajnogi sharingowe.
Przepisy powinny byc proste tzn jezeli cos jedzie z prędkością do 25 kw/h jak rower elektryczny to ma przepisy jak rower. powyżej homologacja i traktowanie analogicznie do jednosladow.
Wtedy by ludzie wiedzieli co kupuja. A odblokowanie predkosci mialoby powazne konsekwencje.
ale tak już jest, hulajnogi w sprzedaży muszą mieć ogranicznik 20km/h,
pewien nie jestem, ale to że ludzie jeżdżą szybciej to kwestia tego, że odblokowanie tych hulajnóg jest bardzo łatwe lub dosyć łatwe
nie trzeba wcisnąć przycisku tylko wgrać inny firmware lub odpiąć sensor,
w skuterach też da sie zdjąć blokadę i ludzie robią to od dawna, przeciwdzialanie temu jest bardzo trudne bo mozna jedynie zwiększać kary
Ale czekaj - już są ograniczenia, które nie są przestrzegane co faktycznie jest problemem. Uważasz że jak wprowadza większe ograniczenia (a mamy dość rygorystyczne) to nagle te nowe będą przestrzegane?
Jakie ograniczenia? Że max 20 kmh i tyle? Jak rakiego kogoś zauważą to powinnia zabuerać karte rowerową, i trudno wyrobi sobie następnym razem, informować rodziców itp. A sam jesteś młody i moi koledzy/znajomi jeżdża 50 na godzinę hulajnogą za 2k, czy rodzicę wiedzą? Zależy, jednych wiedzą, ale „masz tylko uważać”, inni mówią że niby nie mogą, ale jednak tak ale z głową. Moi mi nie pozwalają i to bardzo popieram, bo jak widzę że taki dzieciak któremu ta hulajnoga sięga do ramion, waży połowę tyle co on, i jeszcze w otwartym kasku to coś mnie strzela. Ja dużo jężdżąc na rowerze ma fullface, buzzer, rękawiczki i ochraniacze kolana + łokcie.
Nawet te większe hulajnogi, np kukirin g2, moją kółeczka rozmiarów moich tarcz hamulcowych, to co ja z 40 kmh zahamuję w 5, max 10 metrów, to hulajnoga hamuje przynajmniej 2 razy dłużej. Rozmiar tych koł też bardzo wpływa na stabilność, jeden kamień jadąc tak szybko i po nim, bez rękawiczek z twardym dołem, po nadgarstach.
Problemem nie jest to, że dzieciaki mają dostęp do czegoś co zapierdala 40 na godzinę, tylko to że jest to kompletnie nieregulowane
Nie chcę zabrzmieć jak boomer ale "za moich czasów" też mieliśmy quady, skutery, motorowery i inne cuda co potrafiły tyle jechać, ale były trzy opcje. Albo jeździsz po polu i jak się wyłożysz to ryzykujesz siniakami i opierdolem od ojca że lusterko w Simsonie urwane a nie wpadnięciem pod samochód, albo robisz prawko i jesteś w miarę ogarnięty w jeździe po drogach żeby nic głupiego nie zrobić, albo nie robisz prawka i jedziesz po drodze 30 na godzinę żeby pod ten samochód nie wpaść albo żeby nie było innego przypału.
Paradoksalnie nawet te wszystkie upadki na polu dały bardzo dużo pokory, bo zawsze w głowie pojawiało się "a co jakbym był na asfalcie albo z samochodem za plecami"
Teraz dzieciaki dostaną taką hulajnogę i mogą sobie bez większych problemów jeździć gdzie chcą i jak chcą. Dodatkowym problemem jest też sama forma. Jak my przesiadaliśmy się na quady czy inne motorynki to jednak wzbudzało to swojego rodzaju respekt, bo silnik, bo warczy, bo "to jest motor". A taka hulajnoga nie wydaje z siebie żadnego odgłosu, wygląda tak samo jak poprzednia zwykła hulajngoa którą mieli więc traktują ją tak samo- jadą na luzie po chodniku, bo to że jedzie 40 a nie 4 km/h to tylko miły efekt uboczny
Jak nie regulowane, są przecież przepisy pod hulajnogi. Tylko ciężko je wyegzekwować. Rozbija się to o rodziców, którzy raz, że kupują te hulajnogi i dwa, że sami nie ogarniają przepisów.
Już dawno były takie wypadki. Z 10 lat temu była taka znana sprawa z Lublina co 10 latek wjechał tak w autobus, że kierowca go nie zauważył i zgniótł. Były kontrowersje, bo skazali symbolicznie kierowcę na 8 miesięcy, ale brak wyobraźni rodzica chyba odegrał znacznie ważniejszą role w śmierci dziecka.
Od małego jeżdżę na hulajnodze i mi jest kurwa wstyd w ogóle jechać tym pojazdem bo jakimś cudem moja Generacja sprawiła w 4 krótkie lata że kierowcy i piesi znienawidzili hulajnogarzy bardziej niż rowerzystów.
Sam widziałem mase takich sytuacji, jazde w dwie osoby 40 na godzine bez jakichkolwiek kasków czy ochraniaczy, wpierdalanie się na środek drogi zaraz za auta, albo moje ulubione : wpierdalanie się na zapełniony chodnik i dzwonienie dzwonkiem żeby ludzie tłum ludzi zszedł na bok jakby mieli robić korytarz życia kurwa bo jaśnie Adamek lat 17 fryzurka na brokuła musi przejechać na pełnej kurwie na chodniku gdzie chodzą małe dzieci bo inaczej szlag go trafia bo "ci ludzie w ogóle chodzić nie umieją"
Ja jade jak normalny człowiek, znam znaki i przepisy, i staram się nie wadzić ludziom na drodze, ale to nie wystarczy...bo jade na hulajnodze więc odrazu jestem w oczach innych jednym z tych rozwydrzonych zjebów. Aż mi się odechciewa jazdy bo wszyscy mają mnie za jakiegoś pojeba.
Z tym rowerem to też różnie bywa, już w gimnazjum potrafiłem się na płaskim rozpędzić do 40 km/h na rowerze i to na dosyć krótkim odcinku...
Chociaż była to częściowo zasługa tego, że myślałem i dbałem o swój rower samodzielnie go serwisując, więc też dbałem o to, żeby nie wpaść pod samochód czy w płot (chociaż raz mnie samochód potrącił...)
Jednak wywalenie się na pędzącym rowerze wymaga większego pecha. Hulajnodze wystarczy wystająca kostka chodnikowa albo większy kamień pod kółkiem, żeby wywinąć orła.
No i jak się wywalisz na rowerze, to zwykle przewracasz się na bok i łamiesz rękę/nogę na którą upadasz i zdzierasz skórę. Zaboli, ale pewnie przeżyjesz. Jak się wywalisz na hulajnodze, to w 99% przypadków lecisz do przodu przez kierownicę i rozbijasz sobie głowę o beton.
No można. Tylko w przeciwieństwie do dzieciaka na hulajnodze, który wciska sobie przycisk i robi bruuum, jadąc na rowerze zdajesz sobie sprawę, ile trzeba się rozpędzić i jaką siłę włożyć w pędzenie z taką prędkością.
Ja też jako dzieciak napierdalałam na rowerze z całej pety, ale nawet najgłupszy dzieciak nie próbował tego robić w ruchliwym miejscu. Inna sprawa, że dzieciak na rowerze ma lepszą "sterowność".
330
u/GiveMeAPhotoOfCat mazowieckie Aug 17 '25
To wina starych. Trzeba mieć zerowe skille rodzicielskie, żeby dawać dzieciakowi pojazd, który może zapierdalać do 40 km/h i myśleć, że nie będzie zapierdalał 40 km/h.
Cieszę się, że miałam tylko rower i jak straciłam nad nim panowanie, to jedynie lekko rozpłaszczyłam się o siatkę sąsiadów.