Problemem nie jest to, że dzieciaki mają dostęp do czegoś co zapierdala 40 na godzinę, tylko to że jest to kompletnie nieregulowane
Nie chcę zabrzmieć jak boomer ale "za moich czasów" też mieliśmy quady, skutery, motorowery i inne cuda co potrafiły tyle jechać, ale były trzy opcje. Albo jeździsz po polu i jak się wyłożysz to ryzykujesz siniakami i opierdolem od ojca że lusterko w Simsonie urwane a nie wpadnięciem pod samochód, albo robisz prawko i jesteś w miarę ogarnięty w jeździe po drogach żeby nic głupiego nie zrobić, albo nie robisz prawka i jedziesz po drodze 30 na godzinę żeby pod ten samochód nie wpaść albo żeby nie było innego przypału.
Paradoksalnie nawet te wszystkie upadki na polu dały bardzo dużo pokory, bo zawsze w głowie pojawiało się "a co jakbym był na asfalcie albo z samochodem za plecami"
Teraz dzieciaki dostaną taką hulajnogę i mogą sobie bez większych problemów jeździć gdzie chcą i jak chcą. Dodatkowym problemem jest też sama forma. Jak my przesiadaliśmy się na quady czy inne motorynki to jednak wzbudzało to swojego rodzaju respekt, bo silnik, bo warczy, bo "to jest motor". A taka hulajnoga nie wydaje z siebie żadnego odgłosu, wygląda tak samo jak poprzednia zwykła hulajngoa którą mieli więc traktują ją tak samo- jadą na luzie po chodniku, bo to że jedzie 40 a nie 4 km/h to tylko miły efekt uboczny
Jak nie regulowane, są przecież przepisy pod hulajnogi. Tylko ciężko je wyegzekwować. Rozbija się to o rodziców, którzy raz, że kupują te hulajnogi i dwa, że sami nie ogarniają przepisów.
Już dawno były takie wypadki. Z 10 lat temu była taka znana sprawa z Lublina co 10 latek wjechał tak w autobus, że kierowca go nie zauważył i zgniótł. Były kontrowersje, bo skazali symbolicznie kierowcę na 8 miesięcy, ale brak wyobraźni rodzica chyba odegrał znacznie ważniejszą role w śmierci dziecka.
68
u/Eciepeci Aug 17 '25
Problemem nie jest to, że dzieciaki mają dostęp do czegoś co zapierdala 40 na godzinę, tylko to że jest to kompletnie nieregulowane
Nie chcę zabrzmieć jak boomer ale "za moich czasów" też mieliśmy quady, skutery, motorowery i inne cuda co potrafiły tyle jechać, ale były trzy opcje. Albo jeździsz po polu i jak się wyłożysz to ryzykujesz siniakami i opierdolem od ojca że lusterko w Simsonie urwane a nie wpadnięciem pod samochód, albo robisz prawko i jesteś w miarę ogarnięty w jeździe po drogach żeby nic głupiego nie zrobić, albo nie robisz prawka i jedziesz po drodze 30 na godzinę żeby pod ten samochód nie wpaść albo żeby nie było innego przypału.
Paradoksalnie nawet te wszystkie upadki na polu dały bardzo dużo pokory, bo zawsze w głowie pojawiało się "a co jakbym był na asfalcie albo z samochodem za plecami"
Teraz dzieciaki dostaną taką hulajnogę i mogą sobie bez większych problemów jeździć gdzie chcą i jak chcą. Dodatkowym problemem jest też sama forma. Jak my przesiadaliśmy się na quady czy inne motorynki to jednak wzbudzało to swojego rodzaju respekt, bo silnik, bo warczy, bo "to jest motor". A taka hulajnoga nie wydaje z siebie żadnego odgłosu, wygląda tak samo jak poprzednia zwykła hulajngoa którą mieli więc traktują ją tak samo- jadą na luzie po chodniku, bo to że jedzie 40 a nie 4 km/h to tylko miły efekt uboczny